Niecały rok temu, w maju 2011 pisałem o minikomputerze RapsberryPi – wielkości pendrive urządzenie ma w założeniu kosztować około 15 funtów (25 dolarów). Jakoś niedawno ponownie owa informacja wypłynęła, więc chciałbym wrócić do tego tematu… Otóż komputer teraz nieco urósł – ma wielkość mniej więcej wizytówki.

Przypomnę: chodziło o niewielki komputerek, którego cena byłaby tak niska, że można by go dosłownie rozdawać dzieciakom. Działałby na Linuxie i po podłączeniu dowolnej myszki i klawiatury oraz wyświetlacza – stawałby się pełnoprawnym komputerem. Natychmiast pojawiły się skojarzenia z ideą OLPC – One Laptop per Child, czyli pomysłem zbudowania taniego laptopa, kosztującego mniej niż 100 dolarów, aby ułatwić edukację dzieci w krajach trzeciego świata.

Idei OLPC nie udało się zrealizować. Jak słyszałem, została ona nieco zmodyfikowana. Teraz chodzi o to, aby wytworzyć tablet poniżej 100 dolarów. Nie wiem, jak tam dzieci w Afryce, ale w Indiach, dzięki dotacji na rozwój od rządu, udało się stworzyć edukacyjny tablet kosztujący 50 dolarów. OK. Zostawmy już OLPC, wróćmy do naszego komputerka za 25 dolarów, ponieważ stanowi świetną ilustrację tego, z jakimi problemami musi się zetknąć człowiek, projektujący urządzenia elektroniczne.

Otóż idea stworzenia taniego komputera jest intrygująca z technicznego i technologicznego punktu widzenia. Jakich użyć części? Jak to połączyć, aby było jak najmniejsze? To pytanie na jakie musi sobie odpowiedzieć projektant. Ale jest też inne, równie ważne. Z czego zrezygnować? Prosty przykład: procesor. Różnica w cenie pomiędzy  mikrokontrolerem 700 a 800 MHz wynosi zapewne dolara albo nawet mniej. Zatem w którym momencie trzeba przestać iść na kompromisy związane z mocą obliczeniową?

Ale znacznie trudniejszym problem jest skorelowanie tego co podajemy w mediach z prawidłami rynku. OLPC był komputerem w pewien sposób kompleksowym. Miał klawiaturę, ekran i nawet, zdaje się, dynamo do ładowania baterii. A ta płytka za 25 dolarów? Aby działało, musi być podłączone do monitora oraz do klawiatury i myszki. I już nie jest tak różowo. Do rozdawania dzieciom w Afryce się raczej nie nadaje, Bo trudno oczekiwać monitora (telewizora) w lepiance. Może w Indiach, owszem, ale nie w Afryce.

Ale wyrównywanie szans edukacyjnych nie jest potrzebne tylko wśród dzieci w Afryce. Nawet w „cywilizowanych” krajach są dzieciaki, które mają komputer i takie które nie mają. Nie trudno się domyślić, że te, które mają, będą lepiej przystosowane do życia w społeczeństwie. Owszem – minikomputer edukacyjnie spełni swoje założenia. Każdy będzie miał dostęp do internetu i Wikipedii oraz będzie miał możliwość napisania pracy domowej na komputerze. Nie zmienia to faktu, że społecznie niekoniecznie oznacza to zrównanie szans. Bo Franek grał w najnowszego Modern Warfare, a ja, z moim mini komputerem – nie. W związku z czym – nie mam o czym rozmawiać w grupie. Choć to już trochę naciągane. Różnice zawsze będą. I komputer będzie tylko kolejnym elementem, obok dobrych jeansów czy najnowszego modelu komórki.

Taki mały komputerek to genialne rozwiązanie. Może warto się zastanowić, czy nie podsunąć tego naszemu Ministerstwu edukacji? Bo w kilku przypadkach, takie rozwiązanie jest lepsze niż wspominane przeze mnie projekty tabletów czy e-readerów dla każdego ucznia. Dlaczego lepsze? Choćby ze względów serwisowania. To, co najdroższe, czyli wyświetlacz, uczeń musi sobie sam zapewnić. A taki mini komputer, jak się zepsuje – po prostu wyrzucamy.

Wpis mi wyszedł nieco chaotyczny i poruszający wiele wątków jednocześnie. Ale po prostu – przelałem na bloga swój potok myśli związany z informacją, że RapsberryPi ma trafić do sprzedaży w Q3 2012. Podsumowując, w punktach:

1. Komputer za 25 dolarów to fajna rzecz dla edukacji, ale zdecydowanie NIE dajmy się nabrać na edukację dzieci z Afryki, czy wyrównywanie poziomów uczniów. Takie ckliwe historyjki to nie tutaj… Bo takie urządzenie problemu w 100 procentach nie rozwiąże.

2. Jest to fantastyczne wyzwanie od strony technologicznej. Chciałbym pracować przy czymś takim :)

I właściwie tyle chciałem powiedzieć w tym przydługim artykule. :)