Co chwilę słyszę, że „w jakiejś sprawie trzeba zorganizować referendum”. A to ACTA, a to wiek emerytalny… Zaczynam się zastanawiać, czy Ci, którzy krzyczą o referendum zastanawiają się nad tym, o co proszą.
W wielu wypadkach bowiem, odpowiedź obywatela na pytanie referendalne, jest zależna od tego, w jaki sposób zadane zostało pytanie. Przykład?
- Czy chcesz pracować dłużej? (Oczywista odpowiedź: NIE)
- Czy chcesz dostawać mniejszą emeryturę? (Oczywista odpowiedź: NIE)
- Czy chcesz płacić większe składki? (Oczywista odpowiedź: NIE)
Wynika z tego, że NIC nie można zrobić z systemem emerytur, bo nie wiem, jakie inne pytanie można by zadać. Z kolei w przypadku ACTA:
- Czy chcesz aby Polska ratyfikowała ACTA? (Tak lub Nie)
Tutaj z kolei łatwo zmanipulować wyniki, bo gros osób które pójdą do referendum nie przeczyta rzeczonej ustawy, a jak ją przeczyta, to nie zrozumie. Może zatem zadać pytanie inaczej:
- Czy chcesz aby prawa autorskie były przestrzegane? (dla mnie oczywistą odpowiedzią jest: TAK, choć jestem przeciwko ACTA).
Też nie dobrze. Dla wielu ludzi to co napisałem jest oczywiste, ale trzeba jasno sobie powiedzieć, referendum nie jest rozwiązaniem. Ja rozumiem, że obywatele dopominają się o swoje konstytucyjne prawa, ale niestety, w Polsce jest demokracja pośrednia (przez przedstawicieli) i wzywając do referendum trzeba się kilkanaście razy zastanowić.
Pomijam już kwestię organizacji referendum. Druk kart, zebranie komisji… Kilkanaście milionów złotych wydanych. Po co? Po to, żeby odpowiedzieć na niewłaściwie postawione pytanie?

0 Komentarzy.
Skomentuj!